Wszędzie te kredyty

wallet-401080_1920christmas-508218_1920

Żyje w dość dużym mieście i od kiedy próbuje przejść spokojnie jego główną ulicą, otacza mnie od razu tłum najczęściej nisko-zarobkowych pracowników wciskających mi do ręki różnego rodzaju ulotek z najbanalniejszymi ofertami w stylu 500 zł na dowód, 7 % na lokacie.
Konkurencja goni konkurencje, ile jesteś w stanie wymienić z pamięci, zakodowanych przez telewizję i billboardy sieci bankowych? Dwa, pięć, dziesięć ?
Czasami wydaje mi się, że zmiany gospodarcze przerosły nasz kraj i nieświadomie chcemy korzystać z dobrodziejstw kapitalizmu. Analizując całą moją wizję od samego początku zaczynamy od najprostszego: potrzeba.
Każdy człowiek osiągający pewien wiek dojrzałości chce mieć dom, mieszkanie, samochód, meble i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Patrząc na przeciętne polskie zarobki, wydaje się, że sprawa kredytu hipotecznego staje się tak powszechna jak kupno bułki w supermarkecie. Co do jednak najciekawszych spraw znalezionych podczas przeglądania internetu natknąłem się na między innymi: operację powiększenia biustu, zakup autokaru do podróżowania (no przecież w Stanach, to bardzo popularne, a jakże), kupno działki w okazyjnej cenie na terenie zagrożonym zalaniem oraz w mniemaniu innych, nie do końca moim faworyt: kredyt na lokatę na lokatę w banku. Po określeniu swoich potrzeb, przechodzimy do wyboru odpowiedniego najlepszego banku.
Skąd bierzemy informacje? Najczęściej przekazują je w kilkunastu sekundowych spotach znane autorytety świata mediów: Marek Konrad, Artur Żmijewski czy Piotr Fronczewski. Jakie są główne wyznaczniki? Procenty.
Począwszy od określania ich w tygodniach, po miesiącach i latach oraz wszelkiego rodzaju innych przeliczników, których bez kalkulatora nie da się spokojnie policzyć oznaczają nam sumę odsetek obowiązkowych do zapłaty na konto naszego banku. Po przejrzeniu niezliczonej ilości ofert przychodzi czas na wybór i najczęściej osobistą wizytę w placówce, gdzie spotykamy się z wielostronną, pisaną małym druczkiem umową kredytu bankowego. Zawsze zastanawiam się ile osób przeczytało ją od przysłowiowego A do Z i co najważniejsze z odpowiednim zrozumieniem. Przechodząc do sedna; mamy schemat zachowania typowego konsumenta i jedyne co pozostaje do określania to motywacja. Czy bierzemy kredytu z typowo pragmatyczną myślą dla stworzenia własnego biznesu lub kupna nieruchomości, czy odwrotnie nie skupiamy się na konieczności spłaty w przyszłości i uwodzi nas wizja posiadania za darmo ? Głównie większość zależy od inteligencji finansowej, nie trzeba być Steve Jobbsem, żeby otworzyć własną działalność, jednakże w mojej opinii dalej znaczna ilość kredytów niestety nie jest przeznaczona na rozwój tylko na przejedzenie 🙂